
A jak wyglądał mój pokój, gdy byłem niemowlakiem?
Kiedy siedziałem w brzuszku mamy, mieszkałem w ciemności i ciszy. Zawsze było ciepło, nigdy nie byłem głodny. A kiedy wykaraskałem się już na ten świat, nie wszystkie rzeczy sprawiały mi przyjemność. Na szczęście nie wszystkie je pamiętam.
Mój pokoik, moje królestwo
Mam swój własny pokoik. I to jaki! Po prostu wypas. Rodzice się postarali. Takiego własnego kąta niejeden cwaniak może mi pozazdrościć:)
Wygląda bombowo. To znaczy, wyglądał fajnie już jak się do niego wprowadziłem, tylko że wtedy tego nie widziałem. Teraz już umiem rozróżnić kształty i widzę nawet bardzo małe rzeczy, na przykład te pyszne chrupeczki, które rozrzucam po podłodze, kiedy mama nie widzi. I wiele innych rzeczy. Ostatnio zauważyłem, że w moim pokoiku jest dużo ciekawych rzeczy. Bo to, że mam super grzechotki, misia, nakręcaną karuzelę nad łóżeczkiem, to wiem od dawna. Ale wczoraj przyjrzałem się mojej ścianie. Jaka ona jest kolorowa! Tam też siedzą misie, trochę podobne do tych moich zabawek, tylko bardziej płaskie. Mój miś do przytulania jest jednak lepszy, bo taki trójwymiarowy:D Ale czasami Marysia mi go zabiera i wtedy jestem bardzo zły…

Moje łóżeczko też niczego sobie. Odkąd zacząłem siadać, zauważyłem, że ma takie kolorowe szczebelki a niektóre z nich to nawet się ruszają i wydają takie dźwięki. Jak one to robią? Może Marysia je popsuła? No i ten dywan – super. Taki mięciutki i włochaty. Mogą na nim leżeć bez kocyka i jest mi całkiem wygodnie. I pełzać też próbuję. Zawsze lepiej po ciepłym dywanie niż po zimnych panelach. Ale czasami trzeba. Tylko denerwuje mnie, kiedy ta piłka tak ucieka. Nie mogę jej złapać, jest za szybka.
Za to bardzo lubię jedzenie, szczególnie pszenny chlebek z masełkiem. Można go złapać i nie ucieka. Tak fajnie się przylepia do rączek i kruszy. Mama chyba nie zawsze jest zadowolona z tego jak jem. Mówi, że robię bałagan. Jaki bałagan?! Ja po prostu czasami nie trafiam do buzi. O co tyle hałasu? Marysia rozlała ostatnio mleko. Było znacznie więcej zamieszania. A parę okruszków nikomu nie zaszkodzi:)
Koszulkowo-zakupowo
Właśnie wróciliśmy z zakupów. Zakupy są miłe, jeśli można wyjść z wózka i trochę pochodzić po sklepie. W przeciwnym razie, gdy jest się przymocowanym do fotelika, trzeba bardzo głośno dawać o sobie znać. Bo zdarza się, że rodzice, wybierając różne produkty, zapominają, że małe dzieci szybko się nudzą i lubią cały czas być w centrum zainteresowania.
Wizyta Cioci i dorosła rozmowa, czyli poznaję nowe słowa
Dzisiaj mieliśmy wizytę Cioci. Ciocia, czyli Siostra Mamy, jest zwykle bardzo wesoła, zawsze ma kolorowe włosy i często zabiera mnie na wesołe spacery. Tarzamy się wtedy razem na trawie lub jemy duże porcje lodów. Tak sobie myślę, że to moja ulubiona Ciocia, bo jest młodsza od Mamy, więc pozwala mi na więcej szaleństw (na przykład mogę wspinać się na wysoką ławkę i to bez trzymanki!), ale jest starsza od Marysi, a więc jeździ już samochodem i to jest super – słuchamy wtedy głośno muzyki i machamy do ludzi w sąsiednich autach.
Lubię lato!!!
Bo lato to jest wtedy, kiedy słońce świeci prosto w oczka, a na dwór wyjeżdżam ubrany tylko w pieluszkę i czapeczkę. Bycie golaskiem jest taaaaakie przyjemne!
Papierosy są beeee!
Mówię Wam, przeżyłem dziś traumę, nie wiem, czy będę mógł się pozbierać. Do taty przyszedł jego kolega, który chciał mnie zobaczyć i wziął mnie na ręce, a tak śmierdział papierosami! że naprawdę zrobiło mi się niedobrze. Jak można palić coś takiego, przecież to tak śmierdzi, że powinno się omijać ludzi na kilometr.
Mama mówiła kiedyś, że jak się pali, jak się jest w ciąży, to można urodzić niepełnosprawne dziecko! No to chyba jednak musi być bardzo szkodliwe, prawda? Bardzo się cieszę, że mamusia i tatuś nie palą papierosów, bo chyba bym nie zniósł tego strasznego smrodu. Myślę, że Marysia też nie.
I ten pan tak mnie wziął na ręce i ja nie wiedziałem, co zrobić, więc od razu zacząłem płakać. Mama przybiegła i się trochę wystraszyła, od razu wzięła mnie z powrotem na swoje ręce! Na szczęście. I ten pan się śmiał, bo nie wiedział o co chodzi. Powiedział, że jego chyba dzieci nie lubią. No nie lubią, bo śmierdzą. Jakby nie śmierdział, to pewnie by go lubi, bo to całkiem miły pan.
Jako że papierosy mają strasznie zły wpływ na rozwój niemowlaka, to mam nadzieję, że mama i tata powiedzą temu panu, że jak chce tak śmierdzieć, to niech do nas nie przychodzi. Ja mam zamiar wyrosnąć na zdrowego i silnego chłopca, więc nie pozwolę sobie na to, żeby ktoś mnie niepotrzebnie truł. I Marysi.
Ech. Mam nadzieję, że ten pan więcej do nas nie przyjdzie.
A tak poza ty, to wszystko u nas w porządku. Nic się nie zmieniło. Rosnę jak na drożdżach i nie mogę się doczekać, aż w końcu będę chodził. To takie fajne, jak widzę, jak Marysia biega i lata po naszym domu. Ja też chcę!
Marysia i jej szkolne zawody
Już wiem, ile lat ma Marysia – 6! Po raz pierwszy poszła w tym roku do szkoły i jest teraz w pierwszej klasie. I od razu, w drugim tygodniu nauki zorganizowała jej szkoła zawody sportowe, żeby, jak to mama powiedziała, zintegrować ze sobą uczniów. Ale fajnie. Nie mogę się doczekać, aż pójdę do szkoły. Nasza mamusia bardzo pomagała pani wychowawczyni i zorganizowała nagrody. Ekstra to wymyśliła, powiedziała, że ci, którzy będą najlepsi, w nagrodę dostaną puchary. I tak też było.
Wczoraj odbyły się te zawody i Marysia była super. Mama wzięła mnie ze sobą, więc mogłem wszystko oglądać. Najpierw grała w paletki, z takimi fajnymi lotkami, z jej kolegą z klasy, z takim Michałem. Miły był, podszedł do mnie i chciał ze mną rozmawiać. Szkoda, że ja jeszcze nie umiem mówić. Nie mogę się już doczekać, aż będę mógł mówić – tak dużo chcę przekazać.
Potem były zawody w skakaniu na skakance. Marysia pobiła prawie wszystkie dziewczyny, ale niestety w finale okazało się, że jedna Anka była lepsza. Marysia była bardzo smutna i nawet trochę płakała, ale mama ją udobruchała i powiedziała, że po szkole wszyscy pójdziemy na lody.
Było też bieganie, ale tu już Marysia nie poradziła sobie, bo chłopcy ją wyprzedzili. W ogóle uważam, że to bez sensu. Przecież, z tego co mówi mamusia, chłopcy w ogóle szybciej biegają, więc jak dziewczynki miały sobie z nimi poradzić? No ale trudno, Marysi przynajmniej nie było tak smutno, bo wszystkie dziewczyny przegrały.
Na koniec wszyscy dostali szablony malarskie i mieli na boisku szkolnym robić różne wzorki, żeby się im potem lepiej bawiło i grało. Te szablony były super, przypominały różne zwierzątka. Wystarczyło wziąć sprej i popsikać na nie, i pojawiał się taki super wzorek.
Myślę, że ta szkoła to musi być super rzecz, już się nie mogę doczekać, aż będę tam chodził, nawet mama mówiła tacie, że ani się nie odwrócą, a już zobaczą, że biegam, a potem idę się uczyć do szkoły.
Marzenia o marchewce
Mam dopiero trzy miesiące, no dobrze, trochę ponad, a już tak bardzo marzę o tym, żeby zjeść coś innego, niż mleko mamy. Czasem wydaje mi się, że ma jakiś dziwny smak, parę razy zdarzyło się też, że miałem mocne bóle brzuszka i nie mogłem zrobić kupki – to była chyba kolka, tak mówiła babcia. Mama czasem mówi też, że zjadła by coś, czego nie może. Co to znaczy? Mówi, że najgorzej miała ze mną w 38 tygodniu ciąży – jadła dosłownie wszystko – słodkie i kwaśne na przemian. Ale oprócz tego bardzo lubiła marchewkę! Jadła ją tylko, kiedy nadarzyła się okazja – dziwne – teraz ja też chcę marchewki!
Jeszcze nie wiem jak ona wygląda, poza kolorem, który jest podobny do czerwonego, a takie czapki mają krasnoludki w moim pokoju i że jest długa i czasem ma takie zielone u góry. Chciałbym tak sobie móc ją ugryźć, ale to chyba niemożliwe. Dowiedziałem się, że dla mnie trzeba będzie wszystko najpierw ścierać, bo nie miałbym czym pogryźć, bo marchewka jest twarda. Ale dziwnie, przecież czasem marudzę, to już mi się chyba zęby niedługo pojawią – swędzi mnie buzia w środku strasznie. No nic, poczekam.
Oprócz marchewki chyba najbardziej będę lubił jabłka i gruszki. Tak ładnie wyglądają i nieraz widziałem jak Marysia je jadła, ale też starte na tarce – chyba takie lubi. Ale dziwnie, przecież ona już ma trochę zębów.
Póki co zostaję przy tym nudnym mleku. Mama mówi, że dieta w ciąży jest najważniejsza, żebym nie miał rewolucji żołądkowych – nie bardzo wiem co to znaczy. Mama jest bardzo dzielna, że tak się dla mnie poświęca, nawet jak ma ochotę na coś pysznego. Mam nadzieję, że kiedyś będziemy jedli te wszystkie pyszne rzeczy razem, z tatusiem i Marysią. Mniam…
A z nowości to chciałem powiedzieć, że uwielbiam jeździć samochodem i jak tata włącza radio. Tak mi się wtedy chce bujać w tym foteliku – nie mogę się doczekać, kiedy mnie z niego wyciągną. A może w przyszłości zostanę tancerzem?
Wycieczka do babci
Muszę Wam coś opowiedzieć moja przygodę. Nie uwierzycie, ale byłem ostatnio na wycieczce. A wiecie jakiej? U babci, tak! Było tak super, bo ona mieszka na wsi i ma takie duże podwórko! Ach, opowiem Wam wszystko po kolei.
Mama powiedziała w piątek wieczorem do taty, że jedziemy do jej mamy. Tata się raczej nie ucieszył, ale jak mama krzywo na niego spojrzała to od razu zmienił zdanie. Hmm.. ciekawe dlaczego? Zaczęli się pakować, by wyjechać następnego dnia z samego rana. I wiecie, że miałem największą torbę. Jak tata się zdziwił ile tego jest, to mama powiedziała mu, że chyba nie zdaje sobie sprawy, ile potrzeba by zapewnić odpowiednią pielęgnację niemowlakowi albo noworodkowi. Mieliśmy wyjechać o godzinie 9, ale nie chciało mi się spać i obudziłem wszystkich o 6, więc pojechaliśmy wcześniej. Nie jechaliśmy długo, a może to mi czas szybko zleciał, bo mama siedziała obok i bawiła się ze mną misiem. Jak przyjechaliśmy do babci to najbardziej się zdziwiłem, że ona jest taka malutka jak moja mama. Nie rozumiem, jak mama zmieściła się w jej brzuchu? Pytałem, ale nikt mi nie powiedział, tak jakby nie rozumieli co mówię, a mówiłem przecież wyraźnie: „dadadadam dadaaaad da”.
Babci domek jest taki malutki, ale tak ładnie w nim pachnie ciastem… mmmm! Ale mama nie jadła ciasta, bo jest na jakiejś diecie odchudzającej, z czego tata się bardzo śmieje i mówi, że mama nie wytrzyma bo jest strasznym łasuchem. A muszę Wam powiedzieć, że babcia ma zaczarowany ogródek. Są w nim ptaszki i kury, ale ich się boję. Był jeszcze kot, ale on ciągle spał i mój ulubiony piesek Azorek. Mogłem na nim leżeć i łapać go za uszy. Tata zrobił mi nawet zdjęcie, jak je zgra na komputer to Wam pokażę.
O jedzeniu dla mnie, dla niemowlaka
Hej hej, dawno mnie nie było, bo właściwie dużo się w moim życiu dzieje. Mam już prawie dwa miesiące, moi rodzice dalej skaczą dookoła mnie, fajne to, ale czasem męczy. Chciałbym już móc im powiedzieć, że jest mi smutno, że zimno, że jestem głodny, albo, że trzeba mnie przewinąć. Mamusia mówi, że będą musieli jeszcze rok czekać, aż coś powiem. Hm. Miałem nadzieję, że to już niedługo, ale na razie będę cierpliwie czekał.
Dziś chciałem napisać o karmieniu dziecka, takiego niemowlaka, jak ja. Bo mamusia ciągle karmi mnie piersią i znam tylko smak tego mleka. No jest dobre, ale chyba sami wiecie – jak się coś ciągle je – i to jest to samo – to to się nudzi. I mi się już znudziło. Wiem, że jestem jeszcze malutki, ale muszę coś zrobić, żeby mi to jedzenie urozmaicili. Gdybym mógł spytać mamy, to spytałbym, kiedy dostanę jeść takie pyszne jedzonko jakie je Marysia.
A może Wy mi powiecie? od kiedy mogę już normalnie jeść? chociaż jakieś papki. Podobno jest tyle pysznych słoiczków dla dzieci, w których są przecierowe dania z kurczaka, z ryżu, a także z owoców. Ojej! tak się rozmarzyłem. I wiecie co mi się jeszcze marzy? Truskawki i maliny! Marysia się nimi zajada godzinami, a ja? A ja mam tylko to mleko od mamusi. Wiem, że jestem jeszcze niemowlęciem, ale ileż można.
Myślę sobie czasem, że moi ukochani rodzice mogliby mi nie robić smaka i nie jeść przy mnie takich pyszności, jak kurczak w sosie czy inne, bo mi naprawdę jest smutno, że też nie mogę się tym rozkoszować. Powiem Wam, że to trochę nie fair. No nic, to już pomarudziłem. Mam dziś taki marudny dzień, nic na to nie poradzę, może jutro będzie lepiej. Może w końcu będzie ciepło.
Pozdrawiam, Filip.






